Dzisiaj jest:





Dodaj do ulubionych

GG: 5064345Tlen ID: slavegirl
Napisz do mnie


O mnie

Barbies
Księga gości


Plastic thoughts
2004
grudzień (7)

2005
styczeń (4)
luty (1)
marzec (3)
kwiecień (3)
maj (2)
czerwiec (3)
lipiec (1)
sierpien (2)
wrzesień (2)
październik (2)
listopad (2)
grudzień (1)

2006
styczeń (2)
marzec (1)
kwiecień (1)
czerwiec (2)
sierpien (1)
październik (1)

2007
styczeń (1)
maj (1)

2008
luty (1)

2009
styczeń (1)
marzec (1)
listopad (1)

2010
maj (1)

2011
kwiecień (1)

2012
kwiecień (1)



Dolls

oceny
sober-estimate
ocennik
porno oceny
krytyka

o mnie
co o mnie myślisz?
lubisz mnie czy nie?
epuls
digart.pl
photoblog
moja fotka.pl

ćpanie
piguły
amfetamina (speed)
wszystko o dragach

Mój Profil

Podlinkuj





Czuję wielki ucisk w żołądku, a serce wali mi jak oszalałe… Może to ta wielka krecha, którą wciągnęłam, albo trema przed tym o czym chcę teraz napisać. Wiele razy w myślach układałam sobie scenariusz tej jednej notki, w której mam zawrzeć wydarzenie, które zrujnowało moje życie.


Straciłam wszystko, wszystko na czym mi zależy. W jednej chwili moje życie straciło sens. Stało się coś czego nie wyśniłabym w najgorszym koszmarze…


O szóstej rano do hotelu wpadła policja, zdążył tylko krzyknąć – „Niunia, nie wierzę zawijają mnie!” I to był ostatni raz kiedy widziałam go na wolności. Mojego Badyego, moją jedyną, najprawdziwszą miłość. Byliśmy przy sobie od ośmiu lat, dzień w dzień, cały czas, a oni mi go zabrali, zabrali mi jedyną osobę dla której żyje!


Wszystko wydarzyło się rankiem 12 listopada 2011 roku, nigdy tej daty nie zapomnę, początku najgorszego okresu w całym moim 28 letnim istnieniu. Już w pierwszy dzień, kiedy Bady był jeszcze na dołku, kiedy nawet nie wyobrażałam sobie, że będę musiała przeżyć bez niego więcej niż 72 godziny to wyłam, wyłam, bo to nie był płacz, jakbym czuła, że stracę go na lata.


Wróciłam do Torunia i musiałam nauczyć się żyć na nowo, sama. Uzależniona od jego obecności wpadłam w ciężką depresję. Wydawało mi się, że jest tak tragicznie, że gorzej być nie może, ale okrutnie się myliłam. Seria nieszczęść dopiero miała się zacząć…


Po trzech miesiącach sankcji zapadł wyrok – 4 lata za NIEWINNOŚĆ!!! Świat usunął mi się spod stóp. Nie było dnia bez płaczu, nie dziwiło mnie już ciepło łez na policzkach. Codziennie myślałam, że jutro to na pewno już umrę, że serce mi pęknie, że nie dam rady ani minuty dłużej. I tak zajadałam ten ból tramalami, które kradłam mojej babci. Jadłam je codziennie co raz większe dawki. Śmiałam się, że to już na pewno dawki śmiertelne, aż pewnego wieczoru, na oczach moich rodziców dostałam padaczki. Wyłamałam sobie bark i prawie odgryzłam mamie palec.


Niedługo po tym nastąpił kolejny cios. Do puchy zamknęli moją kolejną bliską osobę. Przyjaciela, który dotrzymywał mi towarzystwa w tych trudnych chwilach i jako nieliczny potrafił mnie rozśmieszyć. Myślałam, że gorzej być nie może. Zostały mi jedynie dwie osoby, na które mogłam liczyć, ale los postanowił mi odebrać jeszcze jednego przyjaciela.


Lada dzień zostanę praktycznie sama, nie będzie przy mnie prawie nikogo. Przeraża mnie to. Co dziennie pytam siebie dlaczego???!!! Czemu mnie to spotkało, przecież jestem dobrym człowiekiem? Mimo wszystko z dnia na dzień staje się silniejsza. Powoli godzę się z myślą, że przez najbliższe kilka lat będę musiała spędzić samotnie. Staram się aby każdy kolejny dzień spędzić w jakiś fajny sposób. Rozpoczęłam kurs na prawo jazdy i fazuję nos stop. Dni jakoś lecą, a ja co raz częściej przed zaśnięciem mogę przyznać, że to był dobrze spędzony czas.


Czekam na apelację nie robiąc sobie większych nadziei. Ostatnie miesiące nauczyły mnie, że zawsze może być jeszcze gorzej. Jestem teraz twardsza niż kiedykolwiek i przyjmę na klatę to co przyniesie mi los…

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

uważaj o czym marzysz, bo marzenie może się spełnić

poniedziałek, 25.kwietnia.2011, 12:08
Mówia "uważaj o czym marzysz, bo marzenie może się spełnić" no i moje się niestety spełniło. Marzyłam żeby wyjechać do Bolkowa - 5-tysięcznego miasteczka, chciałam mieć ciszę i spokój, uciec od problemów. I stało się, ugrzęzłam w tej dziórze zabitej dechami, dolinie muminków gdzie psy szczekaja dupami!!! Kobieta mojego ojca została zamknięta do puchy na 1,5 roku, a ja i Bady musimy pomagać mojemu tacie w prowadzeniu hotelu i opice nad 4-letnim bratem. Tak strasznie tęsknię za moim kochanym Toruniem, za osiedlowymi akcjami, wiecznymi melanżami i dobrym ćpaniem. Tęsknię za mama,  za kotami i dziadkami. Tęsknię, tęsknię, tęsknię!!! Nienawidzę Bolkowa - frajerowa, cwelowa, tej wiochy zamieszkanej przez zakompleksionych konfidentów, których głównym zajęciem jest obrabianie innym dupy i spowiadanie się dzielnicowemu na komendzie. Mam dość mieszkania w hotelu i jedzenia w restauracji. Mam dość!!! Na szczęście wróciłam do siebie na święta, odchamiłam się troszeczkę, posiedziałam z ziomkami na dzielni, załatwiłam sobie 10 gram zioła na zapas, ukradłam babci tramal, tabletki nasenne i psychotropy. Teraz się ubieram i lece do Pampa squadu dla nich tez pozdro!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

KOSA TO MOJA PRZYJACIÓŁKA

poniedziałek, 31.maja.2010, 13:00
To było tylko 5 dni bez snu, a od tygodnia nie mam siły wyjść z domu... Może to tak silny zgoNN, może grypa, a może kwaśny klimat jaki wytworzył się na moim osiedlu? Tak bardzo lubiłam swoje osiedle, moje R1. Tak bardzo lubiłam tych ludzi, miałam do nich zaufanie. Tak bardzo się myliłam!! Nie wiem już komu ufać, nie wiem kto jest moim wrogiem. Teraz chodzę z kosą w kieszeni, nazywam ją moją przyjaciółką, ona mnie nie zdradzi. Będzie mściła się razem ze mną. Ale zanim czas vendetty nastąpi zajaram sobie gibona i odpłynę na zielonym dymie daleko do Bolkowa, do mojego raju...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

MEGA FAZA W SAMOCHODZIE

poniedziałek, 2.listopada.2009, 19:14
Tak dawno nic nie pisałam... Tak dużo się zmieniło i ja się bardzo zmieniłam. Mam prawie 26 lat i chyba powoli zaczynam dojrzewać, a może tylko tak mi się wydaje?
Przez lata ćpania, wiele osób wróżyło mi fatalną przyszłość, mówili skończysz w rynsztoku, a ja wiedziałam, że to bzdura, że mnie to nie spotka. Okazało się, że mam szczęście należeć do osób, które nie mają tendencji do uzależnień. Speed mi się po prostu znudził i nie daje mi takiej satysfakcji jak kiedyś. Teraz walę tylko jak mam zajęcia od 7.30 do 20 i po prostu tak długo nie wyrabiam bez dopalacza hehe;) Co do mojej edukacji to skończyłam studium kosmetyczne i zaczęłam kolejne studia tym razem Turystykę i Rekreacje na kierunku hotelarstwo (tata kupił hotel;)).

To by było na tyle nudnych informacji, czas opisać coś bardziej interesującego:)!!!!!!!!!!

Tak więc przytulam mojego kotka, zamykam oczy i próbuje odtworzyć wydarzenia sprzed 2 tygodni w mojej dziurawej pamięci...
To był 5 dzień na bielince, 6 noc bez snu i lekkie trzaski na bani. Wkurwiłam się na mojego faceta i postanowiłam się odstresować na dworze. Wzięłam kluczyki od mamy samochodu, lufę zajebistego zioła, kilka krówek i wyszłam. Wsiadłam do samochodu, podkręciłam muzykę (only hardstyle!) i zaczęłam jarać.
Lęki i trzaski na speedzie plus faza z dobrego zioła wgniotły mnie w fotel, a ostra łupanka z głośników wprowadziłam mnie w stan zwany teatrem w głowie. Nie kontrolowałam tego co się ze mną dzieje, nie kontrolowałam tej fazy. Wgrywały mi się dziwne filmy w głowie i momentami nie wiedziałam czy naprawdę siedzę w samochodzie i czy w ogóle to się dzieje naprawdę. Zupełnie zapomniałam o kłótni z chłopakiem, straciłam poczucie czasu, a powrót do rzeczywistości stał się zupełnie niemożliwy. Patrzyłam w lusterko i drapałam się po policzku, nagle zobaczyłam krew. Rozmazywałam ją palcem po twarzy i zastanawiałam się czy naprawdę krwawię czy tylko sobie to wyobrażam. W tym czasie mój facet już mnie ostro poszukiwał po osiedlu, więc przyszła po mnie mama. Nie wiem jak doszłam do domu, miałam wrażenie że unoszę się kilka centymetrów nad ziemią. Jak padłam na łóżko to z satysfakcją zasnęłam. To była niezapomniana faza, mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś taka powtórzy!!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

WISIENKA NA TORCIE

niedziela, 22.marca.2009, 17:01
Czuję jak miękkie powietrze otacza moje ciało, atmosfera w pokoju jest jakby lekko zagęczona... Z pod cieżkich pokwiek wszystko wydaje się zakryte lekką mgiełką.
Jest mi chłodno, ale jednocześnie nie mam ochoty żeby było mi ciepło.
Zlodowaciałymi palcami przemykam szybko po klawiaturze, ale samo myślenie zajmuje mi niezwykle dużo wysiłku. Co jakiś czas zawieszam na czymś wzrok, zawiesza się cały mój mózg. Zapadam w nicość, o niczym nie myśle.
Niema niczego poza mną, a ja czuję się pusta i spokojna.
W takim stanie podejmowanie jakichkolwiek decyzji staje się niemal niemożliwe. Ciągle zapominam o czym właśnie myśle, resetuje się, gubię wątek.
Mimo, że mogłabym w każdej chwili wybuchnąc niepochamowaną agresją, bez powodu wybuchnąć płaczem, a każdy najmniejszy problem mógłby przygnieść mnie swoim ciężarem, czuję się taka zrelaksowana, odprężona. Jest mi dobrze, lubie ten stan zawieszenia w przestrzeni...
Zgon, bo to o nim właśnie piszę...
Wielu robi wszystko żeby go uniknąć. Dla mnie jest ukoronowaniem każdego ćpania. Jest wisienką na torcie...
Dziś zjadam tą wisienkę o ogłaszam zakończenie 3 tygodniowego detoxu (zero speeda tylko zioło).
Nic się nie zmieniło. Nic nie miało się zmienić...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

SYLWESTER 2008/2009 !!!

poniedziałek, 5.stycznia.2009, 14:42
W pokoju mrok, jak zwykle niestety, ale nie mam siły wstać i odsłonić żaluzji. Wszystkie wydarzenia od świąt do dzisiaj doprowadziły do całkowitych utraty sił, 750zł i głosu. Ale jak zwykle było warto...
Już w same święta się rozchorowałam, ale trzeba było wziąść się w garść żeby zebrać kase od rodziny. Kuzynka dała mi cynk, że koleś ma dla mnie sprzęty 10gram za 180zł. Takiej okazji nie można było przepuścić. I już w drugie święto zaczeliśmy ćpanie.
Do sywlestra przećpałam prawie całą kasę, aż mi trochę szkoda i nie wiem jakim cudem poszło 30 gram speeda. To chyba mój życiowy rekord.
Nie zdążyłam mrugnąć okiem, a już był sylewster !!!
W tym roku do ostatniego dnia nie było opcji na sylwester, więc postanowiliśmy zrobić imprezę na klatce u bliźniaków. Wiedziałam, że faza będzie tam niezła, ale nie spodziewałam się poczucia tak pozytywnej energii...
Muza z głośników napierdala, diody dają po oczach, feta, piguły i cała klatka drży w posadach. Motyw przewodni imprezy - "Lokomotywa". Ktoś krzyczy, że wysiada, a reszta jedzie dalej!
Wchodzą i schodzą sąsiedzi, krzyczą "wszystkiego najlepszego dzieciaki", albo zatrzymują się na chwile i tańczą z nami. Jestem w szoku, nie wyobrażam sobie czegoś takiego na klatce na moim osiedlu, w blokach. W bloku wystarczy głośniej schodzić po schodach żeby ktoś się zjebał. Starówka jest inna, tutaj można wyjebać głośniki na korytarz i imprezować całe noce. Wszyscy to rozumieją.
Jeszcze jak zamknę oczy to widzę te ręce uniesione, leżaki, Ślepego siedzącego na drabinie, diody i świecące zapalniczki. Szkoda, że imprezę musiałam zakończyć już o 5 rano, ale dopadło mnie zapalenie krtani i już nie mogłam wytrzymać z bólu. Musiałam jechać do domu.
Głosu jeszcze całkiem nie odzyskałam, ale muszę przyznać, że sylwek był zajebisty i dostałam ogrom pozytywnych wibracji na cały przyszły rok !!!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

KROJENIE PALCA ZAMIAST BUŁKI...

niedziela, 24.lutego.2008, 16:20
tak ciężko zabrać mi się do pisania... Wena opuściła mnie tak dawno temu, że juz nawet nie pamietam jak wyglądała... Mimo, że nie raz wpatrywałam się w klawiaturę modląc sie o jej powrót, ona nadal nie chce się zjawić...
Droga Weno !!! Od dziś mam w Ciebie wyjebane i będe pisać notki bez Twojej pomocy. Huj ci w dupe :P
WLaśnie się obudziłam, podniosłam ciężkie powieki i ogarnełam wzrokiem ten mega burdel w pokoju pochłoniety w mroku... Te wiecznie zasłonięte żaluzje, nienawidze ich, kocham światło. One chyba żyją własnym życiem i kiedy nie patrze same się opuszczają żeby świat nie musiał patrzeć na to co się tutaj dzieje...
Jak strasznie nakurwiają mnie opuszki palców (efekt wielodniowego pocierania paznokciami o ciało), na przedramieniu duży bąbel od opażenia żarówką, głęboka rana na palcu (tak się dzieje kiedy na trzaskach kroisz palec zamiast bułki) i puder na klawiaturze. Oto straty spowodowane kolejnymi przećpanymi dniami poświęconimi na nauke...
Bo ja już inaczej uczyc się nie umiem (tak tłumacze swoje lenistwo). Wczoraj miałam dwie poprawki, z dermatologi powinnam dostac 5, gorzej będzie z anatomii, bo nie starczyło mi czasu, ale mam nadzieje, że będzie zaliczone.
Teraz leżąc na moim rozbebeszonym wyrze, pisząc na uwalonej od pudru klawiaturze w soim zasyfionym, ciemnym pokoju staiwrdziam, że tutaj czas się zatrzaymał, nic się tu nigdy nie zmieni, ja się nigdy nie zmienie...
I wiecie co wam powiem? Jestem zadowolona, bo lubie tak życ i dobrze mi z tym :)))
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

POWRÓT ćPUNKI NA MYLOGA

sobota, 19.maja.2007, 13:37
Poczułam takie kłucie w dołku... Hmm poza tym, że ogromnie chce mi się ćpać to chyba znak, że mam ochotę napisać notkę:P Notka będzie krótka, bo daaaaawno nie pisałam i zapomnialam jak się pisze...
Bady od tygodnia chodzi do pracy i mimo, że pracuje tylko do 15 to okrutnie sama się nudzę. Ile można gapić się w ten głupi komputer i ile można oglądać TV przełączając pilotem zrobionym z kija od szczotki (Bady w napacie złości rozwalił pilota o podłoge...)
No, ale żeby nie zamulać napiszę, że wszystko układa się pozytywnie :) Ściągneliśmy dług od Tasaka - dostał w ryj i zabralismy mu telefon w poczet długu. Teraz mamy 2 telefony, żebyśmy mieli kontakt jak Bady jest w pracy :)
Poza tym, Bady dostaje dziś zaliczkę, więc sobie poćpam, na początek 3 gramy speeda :D Hihi na samą myśl aż mnie skręca z radośći:D A na przyszły weekend planujemy iśc na impreze, więc najemy się piguł do syta :D
A teraz czekam aż Bady wróci z pracy i jedziemy do jego mamy, a w drodze powrotnej do dilera po ćpanko jupi ! :D
Pozdro _______________________________________________ :D
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

KTO JEST FRAJEREM ?

sobota, 13.stycznia.2007, 17:09
opowiem Wam historię jednego kolesia, który mówi o innych, że są frajerami, a sam nim jest...
Otóż jest znany jako Marcin z Aleksandrowa Kujawskiego, kuznym Kamila z Winnicy, obecnie Olsztyńskiej...
Fakt ten jest mi znany z relacji Wnuczka z Warszawy męża Czarnulki...
Więc ów Marcin zwierzył się Wnukowi, że jak siedział w pierdlu to zajebał kogoś z dupy i chciał się dowiedzieć co ma zrobić kiedy znów go powiną żeby mógł grypsować... Wnuczek mu odpowiedział, że nigdy nie będzie mógł grypsować skoro się sfrajerzył...
Jaki z tej historii płynie morał ?
Nigdy nie mów o kimś frajer skoro sam nim jesteś, bo prędzej czy pużniej wszyscy się o tym dowiedzą:D

Już wkrótce notka o imprezie przedsylwestrowej, sylwestrze i moich 23 urodzinach (21.01.1984)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

MYŚLI W MOIM SŁOWIE - CO SIĘ ZMIENIŁO???

sobota, 21.października.2006, 23:50
Siedzimy w moim pokoju (Ja, Bady, Ania, Kamil i Kozioł), muza w głośnikach, światła, nitki, krzyżówki, gazety i inne śmieci... Kolejny melanż trwa, kolejne kilka gram amfetaminy...
Myśli w mojej głowie śmigają jak szalone, muzg pracuje kilka razy szybciej niż normalnie, mimo iż nie śpię już drugą noc...
Który to już melanż, ile już ich przeżyłam, a ile jeszcze na mnie czeka???
Tyle się wydarzyło, co się zmieniło? Nie wiem od czego zacząć, tyle obrazów pojawia się przed moimi oczami - to wspomnienia nie do zapomnienia...
Jedno zmieniło się napewno - legło w gruzach moje minimalne poczucie bezpieczeństwa, a moje obawy stały się realne...
Bady z Kamilem poszli po sprzęsty, mimo że nie miałam ochoty na melanże... Mijał czas, a Oni nie wracali, dzwoniłam, ale moje połączenia zostawały odrzucane... Jak to możliwe, że Bady nie chce odebrać, rozłącza mnie ??!!! Czemu nie wraca, nigdy tak nie robił... Mój płacz był tak głośny, że słychać było mnie na dworzu, wyrywane włosy i tony chusteczek... Mama nie wiedziała co ze mną zrobić, pobiegła do apteki po psychotropy na uspokojenie... Pisane błagalne smsy "kochanie odbierz prosze..." Psychotropy nie pomagają... Jak On może mi coś takiego robić???!!! Kolejne godziny mijały... Nagle telefon !!! Dzwoni i mówi "kochanie nie martw się jestem na komisariacie, złapali nas...". Krótka rozmowa z policjantem, Bady za 30 minut będzie w domu...
Jaka ogromna ulga, to nie jego wina, a zarazem paralizujący strach co teraz będzie i co mu grozi... Bady wraca, Kamil został zatrzymany, bo to On miał przy sobie towar... Ania (jego dziewczyna) płacze... Moje najgorsze obawy się spełniają, złapali Nas...
Wszystko w miare dobrze się skończyło, mam tylko nadzieje, że nie odwieszą Kamilowi zwolnienia warunkowego i, że nie wróci siedzieć...
Ale nie tylko złe rzeczy mnie spotkały, wydarzyły się także cudowne...
Ślub Czarnej i Wnuczka, pary z przerażającą przeszłością i dającej nie wielkie szanse przyszłością... Kto by się spodziewał, że Im się uda... Tyle razy na dnie, Dworzec Centralny, więzienia i trudny początek... A jednak dzięki małej pomocy Badyego i mojej są razem, kochają się, mają swój dom, plany, marzenia... Odbili się od samego dna i teraz są na szczycie...
Zostaliśmy zaproszenie na Ich ślub do Warszawy, Ja, Bady i Śiwy, jako ich najbliżsi przyjaciele. Czułam się wyróżniona będąc wśród najbliższej Ich rodziny. I, mimo iż nie jestem osobą, która się łatwo wzrusza, jednak podczas ceremoni, składania życzeń i śpiewania "sto lat" z trudem wstrzymywałam łzy...
Tego samego dnia wróciliśmy z młodymi do Torunia, odprawić wesele w gronie starych imprezowiczów...
Spiguliliśmy się już w pociągu do domu, potem szybko po zaopatrzenie na impreze i już byliśmy w Absurdzie... Boże jak mi tego brakowało!!! Stara ekipa, która nie była w pełnym składzie od wyprowadzki Czarnej i Wnuka do Wawy, znów była w komplecie. Stare fazy takie jak kiedyś... Potem na impreze do Art Cafe JAAAAAAAZDA i mega faza !!!
Dobrym ludziom zawsze się układa :)))
Wracam do rzeczywistości i melanżu w moim pokoju... Trzeba posypać____________________:DDD
Narty :*
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

MYŚLI W MOJEJ GŁOWIE...

sobota, 26.sierpnia.2006, 20:20
Jest taki cudowny, duży, czarny, hmmm sympatyczny? Taaaak zakochałam się w nim. Nie !!! Ja go kocham... Położe się na biurku, przytulę i będę spać koło niego może nawet pogilam go w guziczek...
Ale mój facet jest o Niego zazdrosny, też chce z niego kożystać, a ja nie chcę się z nim moją nową miłością dzielić...
Ale wiem, że będę musiała w końcu On jest nasz wspólny...
Mój nowy śliczny, pachnący supermarketem komputerek. Nareszcie stoi w moim mega zasyfiałym pokoju i pręży się dumnie... Nie oddam go, bo jestem narkomanką uzależnioną od internetu :D

Pogoda była zmienna, piasek miękki, a woda słona...
Ja taka malutka na wielkim bananie. Pierwsze metry fale wymywają mi nogi, próbuję się utrzymać, ale to nie ma sensu. Widzę wielką spienioną wodę zbliżającą się do mojej twarzy z ogromną prędkością. Mocne udeżenie, ide na dno, potem wynurzam się na powierzchnie...
Myśle - " O kurwa ja to mam zawsze idiotyczne pomysły, całe życie o tym marzyłam!!!''.
Teraz już wiem o czeka mnie dalej, czekam... Kolejne uderzenie, teraz wpadają wszyscy, jeden uderza o drugiego, ktoś mnie ciagnie na dno, wypływam... Uff do brzegu....
Kto jeszcze ma ochote popływać na bananie, ja już dziękuje :D

Władysławowo 30zł za połówkę speeda i 10zł za jedną pigółe ?!?!?!?!
Powariowali!!! Wole być na głodzi niż wydać tyle pieniędzy na sodę z apapiną i strychniną, bo pewnie to byśmy tam kupili jako turyści... Ale już jesteśmy w Toruniu, poczekamy na telefon, załatwimy sprzęty i odwyk się skończy, bo trzeba posprzątać w pokoju, a tak to nam się nie chce...
Może w końcy jakiś melanżyk...
Jakaś impreska...

A ta bieganina, bank, firma, firma, bank, notariusz, bank, sąd, bank, firma, spułdzielnia, sąd, bank, firma ------> Wszystko w żakciecie i eleganckic buciach ble;P No ale dostałam 160tyś kredytu i kupiłam 4 pokojowe mieszkanie ( prawie 80m) Na Skarpie :)
Lubie patrzeć na mój notarialny akt własności i nowe karty kredytowe (oczywiście kredyt będzie spłacał tata (nie tłumaczę dlaczego, bo to grubsza sprawa))...
Narazie nie zamierzam się wyprowadzać, bo nie miałabym za co się utrzymać, wole być z Badym na garnuszku u mamy:D Ale mieszkanko na mnie czeka hihi :D
Parapetówa już była:)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Ah jakie to zycie jest męczące - myślę sobie ziewając...
Wkładając sobie do ust kolejnego migdała, któr smakuje jak czips uśmiecham się do siebie myśląc o minionych 2 tygodniach...
W ciągu tych 2 tygodni robiłam rzczy, których nigdy nie robiłam, bądz, któr robiłam baaardzo bawno temu...
Oooo zaczyna grzmieć !!! Hihihihi mam nadzieje, że będzie wielka burza z piorunami, gradem i wichurą :))) Takie lubie najbardziej...
Zaczęło padać, ale moje wspomnienia są bardzo słoneczne:)
Ponieważ Blue nadal jest zamknięte wpadłam z Beziem (Wujek Kwaśn Chujek) na pomysł, aby wyskoczyć na spotkanie czatowe (czatogłąby spotykają się na piwku). Na tego typu imprezie nie byłam już prawie 1,5 roku... Spotkaliśmy się pod kopernikiem i co??? Mi opadła kopara jak zobaczyłam ludzi ubranych jak "po bułki do sklepu" :P A im opadła kopara jak zobaczyli mnie odwaloną jak na najlepszą impreze, zupełnie z innej bajki. Zrobiłam wrażenie, wylansowałam się i poszliśmy do Hipnozy.
Hipnoza to wg. mnie lipna impreza, śliniący się na mój widok kolesie w wąskich spodenkach i sweterkach w serek, pedały, pasztety i wszystko przez wielkie Ę, Ą. Sympatyczni byli tylko barman i dj'e (dzięki za specjalne pozdro dla mnie :D). Ehhh jak to wspaniale było w Blue, bez porównania:/ Rano po Hipnozie wpadlismy na melanżyk na Winnice, który z przerwami trwał przez cały tydzień...
W piątek przyjechali z Warszawy Czarna z Wnuczkiem i wyciągneli nas na Terminal Sammer Beat do Bydgoszczy. Przepierdoliłam w jeden wieczór 200zł i co? I huj nie opłacało się, były smuty, muza też jakaś taka nudnawa:/ Ale co tam przynajmniej nikt mi nie zarzuci, że mnie tam nie było :D No i skumaliśmy się z pewnym taksówkarzem, który nas poinformował, że zamkneli znajomego dilera i napewno poleci jeszcze kilku. Uff jak dobrze, że nikt z nas już nie dilluje, szkoda tylko, że będzie prez jakiś czas mniej sprzetów na mieście...
No i największa sensacja sezonu. Nikt się tego nie spodziewał, nawet ja się tego nie spodziewałam, a chodzi mi o to iż tra ta ta ta (werble)... Pojechałam do ojca!!! Gdzie poznałam jego kobietę wczesniej nazywaną przezemnie "kurwą", dziś natomiast Kasią, oraz "dziedzica z kurwy cyca" dziś zwanym moim BRATEM!!! Kasia okazała się bardzo sympatyczna, z jej synem dobrze się bawiliśmy no i co najważniejsze poznałam swojego 4 miesięcznego brata Eryka (jaki on jest do mnie podobny, napewno bedzie śliczniutki jak ja :P) No i wyszło na to, że już nie jestem jedynaczką:P:D
Tata kupił sobie piękną posiadłość oraz kilka hektarów ziemi z lasem pod Toruniem. Z tarasu ma widok na 5 stawów rybnych no i od domu jest 600m do jeziora:))) Przy domu stoją jeszcze 2 domki letniskowe, w których zamierzam imprezować ze znajomymi tylko jak kupią tam meble. Zreztą ojciec urządza u siebie dla mnie i Badyego pokój :) To przecież mój drugi dom...
Jutro też miałam tam jechać, ale jade na melanż na Winnice i pewnie posiedzimy tam do poniedziałku, poćpamy coś, pokombinujemy, pobawimy się, coś zmajstrujemy :D
A przed chwilą pofarbowalam sobie włosy płukanką na różowo :P A co kurwa mam sobie żałować !!!
Pozdro dla mojej schodzącej skóry i gipsu Bezia.

Z serii CIOCIA DOBRA RADA poleca:
- GRINGO - sam o sobie " ale pisz prawde ze jestem macho , przystojny , hafar z duzym penisem madry inteligentny zabawny elokwenty ( sam nie wiem co to oznacza) z poczuciem humoru i kulturalny. Napisz tez ze dobrze lize i podaj moje gg hehe " gg 6418023 dla zainteresowanych



Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

AKCJE PRZYPOMINKOWE

piątek, 9.czerwca.2006, 12:23
6 rano otwieram oczy - kurwa musze się wysikać - hop hop hop siedze na klopie... Myślę sobie, że zrobie Badyemu śniadanie... O losie nie poznaje sama siebie, żebym ja w środku nocy (6 rano to dla mnie noc) robiła facetowi śniadanko do pracy HA! Dojrzewam czy jak? Niemożliwe!
No właśnie Bady od dziś pracuje... Praca, praca, praca bleeeeee, nie musiał iść do pracy moji rodzice nas utrzymują nie brakuje nam niczego o! nawet pare dni temu kupiliśmy dvd do siebie do pokoju:) No tak, ale facet 25 lat powinien coś robić, a nie lenić sie jak królewna (czyt. Ja):P Będzie, więcej kasy na melanże, imprezy, rozpustę itp. Zwłaszcza, że wybieramy się na Terminal ojoj bedzie jazda!!! Wnuczek z Czarną wezmą bete i śmigamy :D
Często ludzie się dziwią czemu ja nie pracuje, a jest ku temu wiele powodów m.in:
- nie muszę - od czego są rodzice? Od tego, żeby mnie utrzymywać:P
- nie lubie - pf i wszystko jsane,
- nie chce - jeszcze się w życiu napracuje mam czas,
- ja się do pracy nie nadaje - zawsze uważałam, że stworzona jestem do wyższych celów:D
Tylko mi pozazdrościć:D
No, ale dość farmazonów, czas przejść do wspominek tylko jest jeden problem pamięć mam dobrą jednak krótką i muszę się głębiej zastanowić coż takiego się wydarzyło...
1. Stara Fabryka - tata dał mi kluczę i po imprezie w Blue zrobiliśmy tam afterparty (czym jest Stara Fabryka piszę kilka notek wcześniej). Było zwałowo, przyjechał Marcin z Poznania, byłi chłopacy z Chełmży no i rekszta ekipy z !BluE cLaN'u!. A na koniec na ogarnięcie Bady najebał mrówie :D
... ide zrobić sobie zupke chińską...
2. Ostatania impreza w Blue Velvet - brzmi strasznie i nie powiem byłam przerażona - Blue zamykają, załamka ta impreza to całe moje życie. Żyje od imprezy do imprezy, a cały czas pomiedzy to odpoczynek przed kolejnym baletem. Myślałam, że impreza bedzie stypna no, bo ostatnia, a nie ma w Toruniu innej takiej imprezy dla jawnych ćpunów jak tam... Ale było zajebiście... Dowiedziałam się, że impreza znów bedzie czynna za 2, 3 tygodnie jak zmienią nazwę i zrobią mały remoncik (więcej informacji nie zdradze, bo poufne) Więc wszystko jest git, malina czekam na wielkie re otwarcie:D
... pomieszam sobie zupkę...
3. Byłam we Wrocławiu 4 dni - no własnie 4 dni bez Badyego, my odkąd się poznaliśmy czyli ok. rok i 7 miesięcy nie rozstawaliśmy sie na dłużej niż dwa dni ( jeszcze nie byliśmy razem, a jego zawineli na dołek) właszcza, że mieszkamy już od dawna racem myslłam, że nie przeżyje tego rozstania...
Ale mama mnie przekupiła zakupami we Wrocławiu...
Kupiłam sobie : 2 pary adidasów (House 150zł/para), bluzeczkę (Mango 150zł), klapeczki na 12 cm szpilce (Carina 350zł), 3 pary kolczyków (ok. 100zł), spudniczka (Terranova 70zł), błyszczyk (Sephora 20zł), mała woda toaletowa - jeżyna (Sephora 18zł) No i jak wróciłam kupiłam Dvd.
... nie piszę tego, żeby się chwalić, ale poto, żebym pamietała kiedy, co i gdzie sobie kupiłam, bo za pare dni zapomne:P...
... jakaś słona ta zupka...
To teraz zmienie pościel, zrobie sobie maniciure i pediciure, kto wie możeumyje okna jak mi się zachce, a jak nie to nie :P I poczekam, aż Bady wróci z pracy:)
Pozdro_
Aaaa przyjełam nowe imię zakoNNe jestem teraz - CIOCIA DOBRA RADA :D
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

MELANŻ BUDA

piątek, 14.kwietnia.2006, 18:35
M ało ciekawe miejsce w Toruniu, polskie slumsy... Wisła wylana pod sam dom... Bramka, latryna, część domu psikuśnej babci zwanej babcią szpiegiem, druga bramka - dom naszego ziomka...
Jeden pokój z kuchnią, bez kibla i bierzącej wody... Dwie kanapy, stół i 2 krzesła. Siedzi pare osób... Kilka młodych osób i jeden 47 facet... 10 gram najbardziej zajebistego speeda jaki kiedykolwiek widzałam, szlugi, kilka butelek wódki, jakieś lufki, zioło, metanabol, psychotropy i MDMA...
Tak własnie wyglądały dwa ostanie weekendy królewny !blue clanu! i zakoNNu Narkofanów...
Zaczynamy w piątek, konczymy w poniedziałkową noc. Wracając do domu auobusem miałam tak pooraną głowę, że nie ogarniałam tego co się dzieje w koło. Muzyka która miałam w głowie mieszała się z odgłosami miasta i sama już nie wiedziałam co słyszę naprawdę. Jest to stan kiedy mózg mówi "pierdole dalej nie robie"
Nic dziwnego działy się tam rzeczy tylko dla zawodowców. Rospusta, sodoma i gora, orgie, bandyci, poprostu koniec świata:D Przed 4 dni sikałam tylko 2 razy, a jedną połówkę gumy zułam przez 2 dni. Jestem najlepsza!
Zostałam również największą rospustnicą imprezy, a o ten zacny tytuł wystarałam się akrobacjami na kolanach Tomali (nowo poznany lysy przystojniaczek w dresie) i ogólnie nieprzyzwoity styl bycia:D Odkryto również moją tajemnicę... Wydało się, że umiem czarować i ściągać gacie nie zdejmując rajstop i to w mgnieniu oka siedząc na kolanach u obcego faceta hmm:/ Chodzi mi o to, że Tasak tak się potrzaskał, że ubzdurał sobie, że ja siedząc u Tomali na kolanach ściągnełam majtki i zajebał mnie z dupy mojemu chłopakowi:/ Szkoda tylko, że nic takiego się nie wydarzyło, a moje majtki były na swoim miejscu czyli na dupie i to w dodatku mojej dupie :D
A tak odbijając od tematu szkoda, że zajebiści kolesie udrzają do mnie w momencie kiedy ja już znalazłam swoją miłość ehhh...
Sztandarowym wydarzeniem tego weekendu była oto następująca akcja:
Siedzimy sobie ostro rozjebani po imprezie w Blue Velvet w naszej Melanż Budzie wpada jakaś stara alkoholiczka z jakimś pedałem. Baba drze morde, że przetrzymujemy jej niepełnoletnią córke :D Rozglądają się wokoło, a tam pełno flaszek, stary dziad, kabany, dziwki i narkomani (haha to właśnie my:P). Oni małolate za ryj, pięściami po twarzy, za włosy i targają po ziemi. Mało gówniary starzy nie zajebali... Zadzwonili po policje to musieliśmy się chwilowo ulotnić, bo mieliśmy sprzęty, kradzione telefony, prawie wszyscy po odsiadkach (inowrocław, potulice, grudziądz), a jeden poszukiwany listem gończym... Wszystko dobrze się skonczyło, psy nie wjechaly nam na chate:)
Ciekawe czemu wszyscy moi znajomi to ćpuny, dilerzy i złodzieje??? Może dlatego, że takie życie jest o wiele ciekawsze i o wiele pełniej się je przeżywa... Napewno nie chcę z tego zrezygnować kocham to :D
A na imprezie dopiełam swego koleś, który nadepną mi na odcisk (pisze o nim jakieś 2 notki wczęśniej) zjawił się i co??? Dostał w pizde od bramkarzy (Artur dziekuje mój Aniele Stróżu) :*. Na własne śliczne, niebieskie, przećpane oczęta widziałam jak piszczał "przecież ja nic nie zrobiłem" Hahahahahahah zemsta jest słodka...
To by było na tyle o weekendzie...
A teraz specjale podziękowania dla Bezia, za miło spędzony czas w trudnych chwilach, za zjaranego blunta, przestraszonego ochroniarza w plusie, złowrogi cień piwniecznego ciecia i czipsy za 5 zł. Wielkie dzia:)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

NAWET NAJLEPSZYM SIĘ ZDARZA :D

piątek, 17.marca.2006, 15:11
No dobra pisze nową notkę, mimo iż:
a) nie chce mi się,
b) brak mi weny,
c) tyle się wydarzyło, że nie wiem od czego zacząć,
d) B@dy strasznie chrapie,
e) mam zgona po kolejnym melanżu.
No i oczywiście wszystkie odpowiedzi są prawidłowe :P
Notka ta będzie krótka ponieważ mam ochotę na ogórka, a postanowiłam sobie, że nie zjem go dopuki nie napisze tego co mam napisać....
Hmm, a co ja właściwie miałam napisć? Dzióry...
Może napisze w punktach tak będzi mi łatwiej, więc:
Ten miesiąc upłynął pod znakiem:
1) fałszywych "przyjaciół" - hehe każdy ich miał, ma i będzie mieć również ja (nawet najlepszym się zdarza). Pojawilo się wiele plotek prawidziwych i nieprawdziwych to nie istotne, bo ważne, że o nas gadają, a nie waąne jak:) Plotki to dowód zazdrości, kogoś (ja wiem kogo;)) boli, że mamy coś więcej niż oni :P Ale na frajerów to ja mam wyjebane:D
2) mojego bramkarza - będę robić z nim interesy, a jakie tego się nigdy nie dowiecie, niestety o tym pisać nie mogę chociaż bardzo bym chciała, ale to zbyt ryzykowne... Mówi, że się we mnie zakochał, jest bardzo inteligętny, przystojny, bogaty, bardzo wpływowy, ale... Ja już mam faceta, którego bardzo kocham i nikt poza nim dla mnie nie istnieje nawet ów bramkarz... Chłopcacy są o niego strasznie zazdrośni :P
Pozatym:
3) Czarna u nas pomieszkuje, bo nie ma narazie wynajętego mieszkania.
4) odbyły się balety z okazji urodzin Wnuczka.
5) mama była 2 tygodnie w szpitalu, czyli miałam na 2 tygodnie wolną chatę co oznacza 2 tygodniową impreze.
6) egzamin (studiuję zaocznie prawo)
7) mieszkam w Toruniu, a więc u nas ptasia grypa. Mojego faceta mama mieszka w strefie 0, czyli na starówce, na bulwarze tzn. na drugiej stronie Wisły od miejsca w którym są te nieszczęsne łabędzie. Strefa zamknięta :D
Wiecej grzechów nie pamiętam i za żadnie nie żałuję :P
Puk, puk, puk...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

URODZINY W STAREJ FABRYCE CZYLI 2 DNI BALETÓW

piątek, 27.stycznia.2006, 19:48
Mimo, że minął już prawie tydzień to ja wciąż nie mogę się pozbierać. Ciągle śpię ZzZzzZZ - jak miło jest tak sobie całe 5 dni ponygusować w łóżeczku :) A co mnie tak wymęczyło, no oczywiście moje urodzinki !!! Trzeba się przynać bez bicia, że stukneło mi 22 latek:/ Ale co tam przecież ja nadal jestem dzieckiem, ba nawet powiedziałabym, że bachorem, ale mi to nie przeszkadza i kocham ten stan zdziecinnienia:P
Muszę w tym miejscu podać parę szczegółów na temat samej imprezy, gdyż były to chyba najlepiej zorganizowane urodziny w moim krótkim aczkolwiek wesołym żywocie...
Impreza odbyła się 21 stycznia (sobota) w Starej Fabryce. Stara Fabryka była to kiedyś kiedyś całkiem przyjemna impreza, następnie powstało tam
inne gówno, które splajtowało, a obecnie mój kochany tatuś kupił całą kamienicę, w której się znajdowała i właśnie tam zrobilam swoje balety...
Całe dwa piętra z wyposarzeniem, nagłośnieniem, wielkim telewizorem, kuchnią, barem tyyyyyylko dla nas czyli !blue clan'u!
Imprezowaliśmy dwa dni, ile przećpaliśmy trudno by to zliczyć, w koncu same ćpuny:D Nie powstrzymałam się także i wyskoczyłam na chwilę z Czarną do Blue Velvet sprzedać troche sprzętów, pogadać z naszym ochroniarzem kochanym "Aniołem Stróżem" i zaznaczyć nasze terytorium (haha jak lwice).
Ogólnie rzecz biorąc żeby niepotrzebnie się nie rozpisywać impreza była przednia i wszyscy (tak mówili) zajebiście się bawili, szkoda tylko, że ojciec komuś wynajmie ten lokal, bo bym otworzyła tam małe Blue...
Pozdro i buziaki dla gości:
- Bady
- Czarna
- Wnuczek
- Goha
- Niedziela
- Seba
- Cooki
- Tasak
- Paulina
- Ania
- Mrówa
- Kamil
- Goga
- Filar
- Oko
- Dorota
- Tomek
I dla tych, którzy nie mogli przybyć:
- Emil
- Marcin
- Magda
- Beziu
- Atoma
- Asia
A co do sprawy z poprzedniej notki to niepotrzebnie panikowałam... Sprawa została oddana do wyższej instancji, pędzelek ze swoimi chłoptasiami się poukrywali i puki co są niestety poza zasięgiem, ale mają już w Toruniu pozamiatane:) Nawet ja się nie spodziewałam, że to wszystko się tak pomyślnie zakończy:DDD
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

GANGSTERKA... PONOSZĘ OFIARY W NIE SWOJEJ WOJNIE

niedziela, 15.stycznia.2006, 22:07
Mam tego dość, zaczynam się bać, ponoszę ofiary w nie mojej wojnie...
Zawsze pragnełam tylko spokoju, bezpieczeństwa, chciałam się bawić,
marzyłam o tym by móc chodzić po mieście bez obawy, że zaraz ktoś może sprzedać mi kose w plecy...
Czy to, że mimo woli wpadam w środowisko półświatka mam w genach po
ojcu? Przecież on wychowywał mnie pod kloszem, daleko od tego wszystkiego co teraz oglądam...
To jest jak film, ja sama w to nie wierze, myślałam że takie rzeczy nie dzieją się naprawdę...
To wszystko nie ma sensu, robi się coraz niebezpieczniej, a najgorsze
jest to, że wpakowałam się zupełnie nieświadomie i przypadkowo w
porachunki między dilerami...
Zawsze i wszędzie pojawiałam się inkognito, nie chciałam żeby ktoś wiedział kim jestem i od kogo jestem. Wszystko zaczęło się w Blue Velvet przez to, że ojciec załatwił mi tam ochronę. Wieść o tym kim jest mój tata rozeszła się błyskawicznie, ludzie przestali mnie kojarzyć z tą blondyneczką z czarnych kanap, zaczęli mnie utożsmiać z tą całą popieprzoną gangsterką.
Wczoraj zaczełam gadać sobie kolesiem, jak się okazało kolejnym dilerem. Wysypał mi prawie calaka za free i nagle mówi "a wiesz ja znam twojego ojca to znaczy wiem kim jest" Mało się colą nie zakrztusiłam. Kurwa mać to nie miało być tak!
Ale to nie z tego powodu piszę te notkę...
Chciałam napisać ile zajebistych rzeczy mi się przytrafiło, o sylwestrze i o cudownych ludziach, których poznałam, o imprezach w Blue i melanżach w Absurdzie... Jednak wczoraj po imprezie wydarzyła się rzecz, która otworzyła mi oczy. Teraz już wiem, że skończył się dla mnie czas beztroskiej zabawy.
Przedwczoraj pewien frajer z miasta na trzaskach wyjebał z partyzanta
\mojej przyjaciółce (dilerce) i złamał jej nos. Na drugi dzień miasto już drżało w posadach, wszyscy już wiedzieli co i jak. Bylo wiadomo, że rozpęta się wojna, ale nikt nie zdawał sobie sprawy jak to może się skończyć...
Ja załatwiłam mu zakaz wstępu do Blue i ostre przekopanie przez ochronę, ale ktoś już mu o tym klepną z ucha i nie odważył się przyjść. Po imprezie chłopacy wpadli na pomysł żeby iśc do Pomarańczy, oni wiedzieli, że ten koleś tam będzie,ale jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że on tam mógł zebrać ekipę i czekać tam na nas.
To co się dalej działo chciałabym wymazać z pamięci... Naszych chłopaków było 5, a ich 15 karków... Te obrazy widze cały czas przed oczami... Kiedy na to patrzyłam miałam nadzieje, że zaraz się obudzę, że to tylko jakiś film przecież to nie mogło dziać się naprawdę. W pewnich momentach zamykałam oczy, serce mi pękło...
Nie wyobrażacie sobie co czułam ptrząc jak skaczą moim przyjaciołom
po głowach, jak ich kopią ciężkimi butami po twarzy, jak leżą na pustej ulicy cali we krwi, na pół nieprzytomni z twarzami tak zmasakrowanymi jak w najgorszym horrorze
A moje serce krwawi...
Na szczęście udało mi się jakimś cudem uratować mojrgo chłopaka. Kiedy
wpadł między tych kolesi i dostał strzał w szczękę coś mi wśrodku powiedziało STOP !!! Nie wiem kiedy wskoczyłam między niego i jakiegoś kolesia. Nie wiedziałam co mam robić i chyba zrobiłam tak głupią minę, że koleś się cofnął. Musiał nieźle zdziwić kiedy wyskoczyło przed niego takie małe blond gównienko ( 155cm) na szpilkach i miną wariatki. Udało mi się odciągnąć mojego chłopaka, nawet nie wiedziałam, że mam w sobie tyle siły... Nie pozwole na to, żeby ktoś bił moją miłość...
Mówią, że jestem odważna, ale i głupia bo tamci kolesie nie patrzą czy
koleś czy laska wszystkich napierdalają równo...
Teraz nie wiem co robić, nie mam ochoty dalej walczyć, najchętniej
zaszyłabym się w domu i więcej nie wychodziła, ale wiem, że nie możemy
tego tak zostawić, musimy poruszyc samą górę, bo nas pozabijają...
A co by było jakby mieli noże?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

JESTEM SZCZĘŚCIARĄ A TY?

środa, 21.grudnia.2005, 19:42
Czemu tak wiele osób zapytanych o to czy są szczęsliwi twierdzi, że nie są?
Czy aby być szczęśliwym potrzeba aż tak wiele?
Czy na szczęście trzeba sobie zasłużyć?
Jestem ciekawa dlaczego ja czuję się najszczęśliwszą osobą na świecie...
Przecież wedlug wielu ludzi zasługuję przez to jak żyjre na wieczne potępienie i nie mogą się doczekać kiedy los mnie pokarze... Ale los mnie nigdy nie pokarze, wierzę w to i wiem, że napewno tak będzie...
Ja mam wszystko czego potrzeba mi do pełni szcęścuia i choć to niewiele wielu z Was tego nie ma, nie widzi tego co ma, albo będą pochłoniętym przez wieczne narzekanie, urzalanie się nad sobą wcale nie próbuje tego odszukać...
A co ja takiego szczególnego posiadam? Tylko tyle:
- prawdziwą, spełnioną, bezgraniczną, wzajemną, szczerą i wieczną milość - to spotyka niewielu, ale ja to mam , bo jestem szczęściarą,
- ogromne grono znajomych, kolegów, przyjaciól, na których zawszę mogę liczyć - to może mieć każedy kto ma tak nietuzinkową osobowość jak ja i mój facet,
- zajebiste imprezy, balety, melanże itp. - do tego potrzeba dobrej ekipy, umiejętności dobrego bawienia się i miejścówki. To przecież banalnie proste,
- plecy - jak ma się znajomości to ma się i plecy, no ale nie każdy ma to szczęście
- szacunek - na to każdy sam musi sobie zasłużyc, ja zasługuję,
- ćpanie - tak to daje mi wiele szczęścia, i przyjemności wbrew temu co sądzą ci co nie ćpają, ale jak można wypowiadać się na temat o którym
gówno się wie? Zaćpaj to pogadamy czy to złe czy nie,
- kochający i tolerancyjni rodzice - to już los szczęścia, ale cóż poradzę, że jestem szczęśliwą jedynaczką...?
- kasa - mowią, że pieniadze szczęścia nie dają, ale to co można za nie kupić owszem,
- inteligencja - jak ktoś nie wie co to jest to podpowiem, że jest to umiejętność korzystania z wiedzy. Ktoś kto mnie nie zna może stwierdzić, że nie mam jej zbyt wiele, ale ja nikomu tego nie muszę udowadniać,
- uroda - nie jestem osobą, która ocenia ludzi po wygladzie, ale mi samej ona bardzo ułatwia życie, czegoż facet nie zrobi dla fajnej dupencji:P
Ahh wymieniać bym mogła jeszcz e wiele wiele więcej, ale właśnie przyszedł nasz ziomek Beziu do naszej Melanż Budy czyli mojego domu:)
A czy Ty jesteś szcęśliwy?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

INTENSYWNIE POTRZASKANY TYDZIEŃ...

wtorek, 22.listopada.2005, 01:55
Nie mogę zasnąć... Słychac chrapanie mojego chłopaka i jakieś pierdolenie w TV... Dziwne nie mogę zasnąć, a przecież od rana nic nie brałam... Dziwne... Może to dlatego, że po powrocie z wykładów (ok. 10 rano) spaliśmy do 23, czyli cały dzień? A to już nie jest takie dziwne po tak intensywnym tygodniu powinnam przespać całe 7 dni, żeby dojść do siebie...
Ziewam... Dziwne... Jak człowiek łatwo odzwyczaja się od ziewania. Wystarczy kilka dni nie spać tylko jechać na fecie, a zwykłe ziewnięcie może stać się niesamowicie zaskakującym odruchem.
Tak samo łatwo odzwyczajam się od jedzenia... Dziwne... Wsytarczą trzy dni nie jedzenia, a drętwieją mi zęby, boli język, a szczęki starą się o wiele słabsze... Pierwsze kęsy czegokolwiek wydają się pierwszymi w życiu...
Mam takie kolorowe sny, takie realne i wesołe... Chyba mój mózg przez to, żę tyle nocy nie spie chce nadrobić stracone sny i koncentruje je w jednym długim śnie... Dziwne...
Ale nie o tym miała być mowa, miałam powiedzieć o moim intensywnie potrzaskanym tygodniu, a może nawet dwuch... Nie będzie to prostym zadaniem ponieważ tyle się przez ten czas wydarzyło, żę nie zdołam sobie tego wszystkiego w tym momencie przypomnieć, a tym bardziej przelać tego na elektroniczny papier.
Aby było mi łatwiej poprosty wypunktuję co ważniejsze fragmenty zapamiętane z ostatnich dni...
1. czwartek - speedujemy z Trzaskiem, Bady (mój facet) robi mu tatuaż.
2. piątek - speedujemy z Trzaskiem,
3. sobota - mam wykłady potem impreza, czyli cała noc ćpania
4. niedziela - godzina snu i znów na wykłady (na speedzie). Po wykładzie melanż z Czarną i Emilem u Ewy - pigulimy czyli nawijamy koraliki,
5. poniedziałek - speedujemy z Traskiem. Trzask znajduje w doniczne tablete (podwójna wiśnia), która skonfiskowali mi starzy prawie rok temu. Dojadamy koniczyny nakrapiane herą - mega wgniot, mega faza. Jedziemy na chwilę do Badyego mamy.
6. wtorek - speedujemy z Trzaskiem,
7. środa - speedujemy z Trzaskiem, chłopacy sprzątają mi pokój i robią przemeblowanie,
8. czwartek - odpoczynek,
9. piątek - odpoczynek,
10. weekend - wykłady i speedowanie...
Ehhh tak właśnie z grubsza wyglądał mój intensywnie potrzaskany tydzień :D
A teraz zjem zupkę nudle knorr cebulową, a co mi tam prawie tydzień nie jadłam to teraz mogę:)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

PARTY I AFTERPARTY

niedziela, 6.listopada.2005, 06:33
Leżę na łóżku, rozglądm się po pokoju...
Jaki tu straszny bajzel, rozwalona pościel, porozrzucane ubrania, walające się wszędzie kosemtyki, brudne kubki, puste buteli po napojach i my...
Cofam się w niezbyt daleką przeszłość.... Sekundy, minuty, godziny...
Muzyka, ludzie, światła i znów jestem na imprezie... Jak ja lubię tych wszystkich ludzi, mamy taką zajebistą ekipę i dla nich właśnie wielkie POzdro! Dzisiaj było dość niespokojnie, najpierw koleś ostro spigulony (muahaha zjadł tylko dwie koniczyny) rozjebał pokal o nasz stolik. Tego było za wiele, więc znajomi bramkarze doprowadzili go do porządku w sposób mało subtelny hehhe:) Następnie na naszych kanapach zaczęli się napierdalać dwaj kolesie, a że siedziałam koło jednego z nich przypadkiem dostałam z pięci w twarz!!! Hahaha, ale miałam zwałe, na szczęście byłam już poważnie znieczulona, więc nie bolalo:D Podobno koleś, od którego dostałam leżał potem nieprzytomny w rowie... Ba życie, źle trafił... Wszyscy pięknie się sfazowaliśmy, Wujek Kwaśny Hujek (Beziu) to aż przegioł i był w stanie lekoo agolanym. Załatwiliśmy pewne sprawy i ogólnie była sympatyczna atmosfera...
A teraz, no właśnie powrócim do teraźniejszości, czyli okolice 6.30...
POza tym strasznym bałaganem w pokoju, jest Bady (ale to standard bo mieszkamy razem), Trzask i dwie znajome. Mamy jeszcze fete na cały dzisiejszy dzień, oraz jeszcze pare piguł... Tak właśnie często wygląda u nas AFTERPARTY... O właśnie zaczyna wchodzić mi faza z piguły (któraś z koleji), którą połknełam, kiedy zaczynałam pisać tę notkę... Mmmmmm:D
Dobranoc.... Ale ja spać nie idę...
Ps. Chłopacy układają klocki lego, a ja bym wolala pograć w pchełki...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

MÓJ DRUGI DOM TO IMPREZA...

poniedziałek, 31.października.2005, 13:47
Kiedy otwieram te ciężkie drzwi starego kościoła, przechodzę koło bramkarzy, staję na środku sali, widzę światła, tłum, słyszę muzykę to czuję się jak... Czuję się jak w domu, który opuściłam tydzień temu i z radością do niego powracam...
Przecodzimy przez całą salę, ludzie na nas patrzą. Tak oni nas znają, widzą nas co tydzień i wiedzą, że my tutaj jesteśmy nietykalni...
Znajome twarze, powitania uściski, znów ekipa Vip'ów bedzie rządzić...
Znamy tu wszystkich dilerów, bramkarzy, złodzieji, szefów, dj'ów i cała resztę plebsu. Czuję się tutaj taka bezpieczna, wiem że nikt nas nie ruszy, a jak by ruszył to zginie. Wiem też, że kiedyś się impreza skończy i będę musiała opuścić te bezpieczne mury, a wtedy to my możemy zginąć, mamy wielu wrogów...
Siadamy na czarnych skórzanych kanapach pod kanciapą dj'a, zawsze mamy tam miejsce, nieważne o której przyjdziemy. Natychmiast robimy zamównienie, kto ile chce tablet? 5, 10, 20 ile chcesz, feta, trawa, kwas, dla każdego coś dobrego.
Fazujemy razem, każdy z każdym, tańczymy, gadamy, robimy interesy, zarabiamy...
Obcy ludzie do mnie podchodzą, przedstawiają mi się, może chcą abyśmy ich znali? Tak na wszeli wypadek... Zawsze dobrze znać kogoś ważnego... A może widaję się im sympatyczna, poobam się i chcą mnię poznać? Pewnie z obydwu tych powodów... Nieistotne...
Gdybym mogła zatrzymała bym czas i mimo, że na tablecie czas płynie wolniej to i tak impreza konczy się zbyt szybko. 5 rano czas wyjść, jedziemy wygjęci do domu, patrzymy w nasze zaćpane oczy i wiemy, że za tudzień znów się spodkamy... Tutaj w naszym Blue Velvet...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Siedzimy sobie przy biureczku tzn. ja, Bady i Beziu. Nogi mi się trzęsą i rączki też co jest przyczyną tego, że kipesko mi się piszę, ale nie jedyną...
Główną przyczyną mnej niedyspozycji jest poprpstu to, że się dziś na imprezie zećpałam uchachany dzwoneczek...
Wybraliśmy się dziś na impreskę oddać cześć Wielkiemu Narkusowi i poprobić pare psikusów jak to mamy w zwyczaju:
Danie główne - Feta + Tableta
Ilość zjedzonych piguł:
Siostra Samo Dobro - 12
Opat Największe Zło - 12
Wujek Kwaśny Hujek - 4
kiedy zamykam oczy przenoszę się spowrotem na imprezę...
Co widzę? Kolorowe światła, i tańczący tłum...
Co słyszę? Zajebistą muzę przy krórej nie da się siedzieć spokojnie, C Bool, Dj Bazz... Śmiech...Słowa...
Co czuję? Gorąco (mam ok. 40 sntopni), miękkość czarnej skóry na kanapach, zapach mojego faceta, gorzkawy smak gryzionej piguły popijanej piwem...
Jak ja znów chcę tam być, poczuć to gorąco naprzemian z dreszczami, ten błogostan i uczucie nieopisanego szczęścia, chcę znów wywołać poptop seretoniny w moim mózgu...
Przed imprezą postanowiliśmy zrobić kolejnego piskusa Dj'owi Fajfusowi i skonstruowaliśmy w domu papierosa z wkładką...
SkłaD: tytoń, kawłek pokruszonego kadzidłeka cynamonowego, obcięty paznokieć od mojej nogi z odrobiną złotego lakieru do paznokci xDDD
Efekt
: praktycznie brak, Fajfus lekko się przyksztusił i nic?! Jak to możliwe???? Eeeee, nie wiem :P
No nic psikus nam się nie udał, ale bylibyśmy chorzy gdybyśmy nie wyceli komuś jakiegoś numeru...
Idąc po skończonej imprezie, na ostrej fazie na przystanek spotkaliśmy tam jakiegoś ostro nawalonego kolesia, którego nazwaliśmy Suchoklates
Suchoklates był w tak kiepskim stanie, że dokładnie nie wiedział skąd się tam wzioł i gdzie dokładnie wcześniej przebywał, był obleśny i smierdział :DDD Mówił nam, że zgubił gdzieś bluze, a co najlepsze zgubił też cały zamek od polaru ukazując nam swą napakowaną klatę w prześlicznym rozciągniętym podkoszulku :P
Ni z gruchy ni z pietruchy chłopacy zaczęli wkręcać mu oto bajeczkę:
Bajka o Dorotce z Różankowa
Dorotka z Różankowa (ja), Łukasz (Bady) i Michał (Beziu) poznali się na imprezie w Blue Velvet. Ponieważ Dorotka jest nieprzeciętnej urody obaj koledzy zaczęli ubiegać się o jej względy. Ona odrzuciła ich obu jako kandydatów na przyszłych chłopaków, jednak będąc dziewczyną bardzo rozrywkową zaproponaowła im, żę po imprezie pojadą do niej do domu do Różankowa dalej fazować...
W ten sposób cała trujka znalazła się na przystanku.
CHłopacy opowiedzieli Suchoklatesowi, że ja tzn. Dorotka z Różankowa szukam chłopaka, lecz z nieznanych względów nie wybrałam żadnego z nich i czy może on (Suchoklates) się mnie zapyta czy może z nim bym chciała "chodzić" xD Koleś nieźle się ucieszył, że mu się taka okazja zdażyła wkońcu taki farmazon może tylko pomarzyć o taka lasencji jak ja. Ja również nie pozostałam w tej wkrenie bierna i zaczełam ściemniać, że on mi się podoba i zaprosiłam go, aby pojechał z nami do Różankowa, nawet powiedziałam, że dam mu kase na PKS.
Wysiadliśmy na Rubinkowie I (dzielnica Torunia) i poszliśmy do mojej klatki. Wkręciliśmy mu, że tam mieszka ciotka Badyego o tajemniczym imieniu Łukasz, a my wpadliśmy tu po kasiore.
Nakręcaliśmy Suchoklatesa żeby wkońcu zebrał się na odwagę i zapytał mnie czy chcę z nim być, zanim wejdziemy na górę.
Kiedy wkoncy zapytał mnie czy łaskawie zechcę zostać jego laską Bady podszedł do mnie i zaczeliśmy się całować (Bady to mój facet). I tak zostawiliśmy Suchoklatesa na dole z jego wyłupiastymi oczami ze dziwienia oczyma, a sami mykneliśmy na górę do domu :PPP
Beziu mówił, że widział przez okno jak koleś spierdala z klatki buhehehehehe, ale mieliśmy ubaw :DDD
Morał
Nigdy, nigdzie i z nikim obcym (zwłaszcza z 2 kolesiami i laską) po pijaku nie rozmawiajcie Drogie Dzieci Ojca Wirgiliusza, a tym bardziej nieprzyjmujcie zaproszeń na impreze, bo może się zdażyć, że tym razem poza utratą godności i zrobieniem z siebie pośmiewiska możecie stracić kase, telefon (gdyby Suchoklates to miał pewnie by to stracił), cnote, a także zdrowie, a nawet życie...
Tak wam rzecze ciocia DRAGA




To wszystko działo się w sobotę 1 10 2005, tego dnia również ponownie rozpoczełam studia
prawnicze :P
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
A my (ja i Bady) siedzimy jak dwa dziekie bąki, bo nas zmiażdzyły talerze, spodki czy inne obiekty latające (powiedzenie bezbożnika - Wujka Kwaśnego Hujka), czyli spiguliliśmy się jak dwa dzwoneczki:DDD
Teraz... Zmywam makijaż... Ładny był hio hio co tu kłamać cała jestem ładna :DDD SZkoda, że nie mam aktualnej foty, jestem teraz duzo szczuplejsza :))) Ale nie o tym miałam pisać, więc...
Standard - impreza w Blue Velvet, standard - impreza była wyjebana, standard - jesteśmy naćpani :DDD
Na baletach byliśmy również w gronie ZanoNNu Narkofanów, skład: ja (Siostra Samo Dobro), Bady (Opat Największe Złoo), Tasak (Wujcio Trzaskołap Dopry Stuff) i Trzask oraz reszta ekipy z VIP'ów z "Czarnych Kanap". Niestety zabrakło z nami na mszy bezbożnika (Wujek Kwaśny Hujek), ale ma kampanie wrześniową i musi się uczyć, jednak Wielki Narkus mu wybaczy tę nieobecność ponieważ Beziu otrzymał tytuł jednego z "najwierniejszych wyznawców Wielkiego Narkusa"...
Tasak i Trzas wyrwali sobie jakieś dupencje, a ja swoją dupęcję wyrwałam już dawno i ów dupencja teraz leży na naszym wyrku i pali papierocha kontemplując fazę z talerzy (piguły, MDMA)...
Wyrwałam od starych ponad 110 zł i wszystko to przećpaliśmy w jedną impreskę, hio hio nie ma jak to dobra inwestycja :DDD
Dj Fajfus się dowiedział, że wrzuciliśmy mu zeszłej soboty pigulę nieświadomkę buhahahaha a co se wjebał, że wrzuciliśmy mu 8 piks i urwał mu się film muahahahah, a co my qurwa Caritas, że byśmy wywalili na kogoś tyle forsy??!!:PPP Sami byśmy to zjedli.
No dobra konczę bo moja milość sie niecierpliwi, znikam Drogie Dzieci Ojca Wirgiliusza, niech Wielki Narkus będzie z Wami, lecę do mojgo Badusia się pokróliczyć i razem pookontemplować faze:))))))
Amen
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

WIELKIE ŹRENICE...

niedziela, 4.września.2005, 06:52
Patrze w lusto i widzę wielkie czarne źrenice... Normalnie są malutkie, ale dziś... Dziś jest sobota... W każdą sobotę, spoglądam w moje wielkie źrenice... Co widzę? Obrazy minonych dni...
Piątek - Byliśmy w nocy nad Wisłą na rybkach. My trzej, jedna wędka, ciemność, straszne zimno i feta, dużo fety. Kontemplowanie przyrody, gasnące lampy uliczne i migające gwiazdy. Rozmowy o życiu, o naszym nieprzeciętnym życiu...
Sobota - Sobota to święto Narkofanów i zgodnie z przekazaniami Wielkiego Narkusa i moimi należy odprawić mszę ku jego czci, czyli iść na imprezę do Blue Velvet i przyjmować ciało Narkusa (dowolne substancje psychoaktywne)...
Hasłem przewodnim dzisiejszych baletów było "Miażdzenie talerza przez Dj'a Fajfusa". Dla niewtajemniczonych "miażdzenie talerza" oznacza zjedzenie piguły.
Ponieważ ZakoNN Narkofanów należy do zakonów, które lubią robić innym psikusy i ogólnie zbijać z innych ludzi, więc postanowiliśmy wrzucić Dj'owi Fajfusowi pigułę nieświadomkę do piwa:DDD Ów Fajfus nigdy nie pigulił, więc tym większy mieliśmy ubaw z jego narkofazy.
My sami zmiażdzylismy po 4 talerze, no i feta, feta, feta___________. Imprezę zaliczam do tych bardzo udanych i na dodatek twórczych...
Oto, więc zaprezentuję kilka stworzonych przez nas motywów na temat Dj'a Fajfusa:
- Fajfus śpiewa: "Wypinam smiało ciało. Dla mnie to mało, mało"
- Fajfus nie chcę się przytulać do swojej dziewczyny ponieważ ma nadzieję na poznanie jakiegoś młodego chłopca.
- Fajfus zakochany w bezbożniku (Wujek Kwaśny Hujek) masturbuje się na myśl Beziu.
- Anonimowa Ankieta ta temat: dziś Dj Fajfus:
a) zamiżdzył talerza,
b) zrobił laskę swojej lasce,
c) wypinał śmiało ciało,
d) zamoczył palec w szklance,
e) został wezwany do konsolety.
Prawidłowa odpowiedz - wszystkie odpowiedzi są prawidłowe.

Ps. Dj Fajfus to jedynie prześmiewcze przezwisko, tak naprawdę Fajfus nazywa się Dj Blejt :DDD hio hio hio


Odkładam lusterko, zamykam oczy...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Zabiłam je, znów je zabiłam... Bez litości, bez jednego mrugnięcia okiem... Czy jest mi ich żal, czy chociaż raz zadrżała mi ręka? Nigdy, kocham je zabijać, kiedy to robie czuję ogromną, sadystyczną satysfakcję... Z zimną krwią morduję swoje komórki móżgowe!!!
Praktycznie cały tydzień unicestwiam je przez faszerowanie ogromną ilością fety, a co sobotę robię sobię z mózgu sieczkę przyjmując w duzych ilościach MDMA (pixopirynkę). Tak możecie mówić, że to głupie, że niszczę sobię życie, ale przecież życie jest po to żeby żyć, a nie po to aby żyć udając, że się żyje, a tak naprawdę być martwym...
I tak jak zwykle w sobotę z ZaKoNNeM NarKoFaNóW (Siostra Samo Dobro, Opat Największe Złoo, Wujek Kwaśny Hujek i Wujcio Trzaskołap Dopry Stuff) odprawiliśmy mszę ku chwale Wielkiego Narkusa, czyli dla nie wtajemniczonych byliśmy w Blue Velvet na baletach i przyjmowialiśmy Ciało Narkusa w postaci dragów w rożnej postaci. Wyglądałam przepięknie w moich nowych ciuszkach i po 3 dniowym melanżu speedowym, Bady (Opat Największe Złoo) jak to Bady wznosił modły do mojej przecudownej osoby, Tasak (Wujcio Trzaskołap Dopry Stuff) starał się rozwiązać największą zagadkę swojego życia, czyli - kto zawiązał mu pentelkę na bluzie -, a bezbożnik (Wujek Kwaśny Hujek) poderwał w autobusie kolesi z Kielc:PPP
A dziś z Badym byłam w Cinema City:DDD A jutro jedziemy do OkoSzopu i będziemy ćpać hihihi Q CHWALE WIELKIEGO NARKUSA I ZAKONNU NARKOFANÓW
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

MIAŻDZENIE TALERZA CZYLI BALETY

poniedziałek, 15.sierpnia.2005, 17:45
Siedzę sobię na moim łóżeczku, mam na nogach buty i nawet w kurtce jeszcze jestem, próbuję się dostać na myloga, ale jak zwykle ma w zwyczaju nie działa:/// Ale co tam tą fazę muszę szybko opisać puki jest u szczytu swoich fazowych możliwości:D Na dodatek nie jestem dziś sama, standardowo siedzi kołomnie Bady, ale on ze mną mieszka, więc to żadna nowość. Dodatkowo siędzi koło mnie Tasak i razem kontemplujemy fazy pigulinki...
Oooooo Tasak właśnie się spierdział!!:PP Buheheheheheh:DDD No, ale nie to chciałam tu uwiecznić.
Odbyła się kolejna z wielu Mszy Narkofanów czyli poprostu byliśmy na baletach w Blue... Razem z Badym (Opat Największe Złoo), Tasak (Wujcio Trzaskołap Dopry Staff), bezbożnik (Wujek Kwaśny Hujek, Kwaśsimoto) i dodatkowo nasi nowi znajomi Łukasz i Krystian i dla nich dedykuje swoje pozdro:).
Ku Chwale Wielkiego Narkusa "ZAMIAŻDZYLIŚMY TALERZE" czyli jedliśmy sobie pigułki:P O ponad 3 gieta fety na 3 nie wspomne heheh, ale to już inna bajka.
Baardzo cięzko mi się piszę, więc dziś wiele nie napisze... Ooooooooooooo Tasak znów się spierdział!!!!!!!!!!! Ale tym razem CAPI!!!!!!!!!!! Impreza była wyyyyyyyyyyyyyyyyyyyjebana, ojoj dawno żeśmy sie tak nie bawili. Chciałabym to wszystko opisać ,ale nie jestem w stanie hehe:D Teraz Bady pisze: wiecie co wam powiem??? siedze sobie na fotelu nistąd nizowąt słysze pojękiwanie, no wiecie niechcąć być natrętny dałem Tasakowi wykonać codzienne sporty, no ale tak jakoś spojrzałem z lewego oka, a mi tu się kołdra rusza, patrze dalej, a tu na Tasia buźce zarysowuje się lekki zarys dekadencii, normalnie musieli byścje to zobaczyć. Te jego cudowne dziureczki ehhhhhhhh no poprostu Tasi był w 7 niebie. Nie, nie ja wiem, pewnie pomyśleliścje, że jadł czekolade? Nie, nie drogie dzieci, on poprostu skrobał marchewke i jakby mu mało było na bazarze w mieście. No, ale cóż no nie, nie uwieżycie, ale to prawda, Tasak znowu puścił bąka, a zadość uczynienia włożył głowę pod kołdre żeby ocenić zawartość gazów siarczanych w jego małym pierdnięciu SZANOWNY ZAKONIE PISAŁ WASZ OPAT NAJWIĘKSZE ZŁO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
NO NIE JA TUTAJ TAK SŁODKO O MOIM PTYSIU TASIU PISZE A ON MNIE JESZCZE KOPIE! NO NIE CO JA MU ZROBIŁEM?! NO A TERAZ POWIEDZIAŁ, ŻE JAK TO TRAFI NA BLOGA TO SAM WŁASNORĘCZNIE WRĘCZY MI OSKARA!!! OJJJJJJJJJJ CHYBA ZBOCZYŁEM TROSZKE Z TEMATU, NORMALNIE TASAK WYCISKA SE PRYSZCZE I JESZCZE SZUKA JAKIEGOŚ WIELKIEGO I JESZCZE NAZWAŁ GO CZARNY ŁEPEK!!! O BOŻEEEEEEEEE TEN TO MA MANIE ŻEBY W ZIME W LESIE SZUKAĆ CZARNYCH ŁEPKÓW. KATEGORYCZNIE MILI SŁÓCHACZE ZABRANIAM WAM CHODZIĆ W ZIME DO LASU, BO JESZCE SIE MOŻECIE POTKNĄĆ O DRĄGA. CZY JA NAPISAŁEM DRĄGA? NO TO BYŁO NORMALNIE PRZEPIÓRCZE PRZYRODZENIE TASIA. ACZKOLWIEK TASAK MI GROZI HEHHE, ALE JESZCZE LEPSZE JAJA TO SĄ NA TASAKA NODZE! MA TELETUBISJA MACHAJĄCEGO RĄCZKAMI ,NO NIE, ALE JAK SPOTKACIE TASIEGO TO POZDRÓWCIE TELETUBISIA. JAK SIE DOBRZE PRZYPATRZYCIE TO I MOŻE WAM POMACHA. AHA ZAPOMNIAŁEM POWIEDZIEĆ, ŻE TERAZ TO MU KUPIĆ MUSZE ACZE NA WYBAWIENIE SKRZYDLATYCH OGONKUW HEHE. TO BYŁY KUZYNI TELETUBISIA Z MARSA TELEMARSTOLUBISIE CZY JAKOŚ TAK TO SIE PISZE ACZKOLWIEK TASIU NIE ZAPOMNIJ UMYĆ ZĄBKÓW, BO NIE WIADOMO, CO PANNA X ROBIŁA W WC W BLUE HEHEHEHE.
DALEJ SIE NIE ZAGŁĘBIAM, BO NAPEWNOBYM POSIEDZIAŁ Z 5 GODZIN HEHEH.
TASIU TASIU HOP DO NORY PUŚĆ SWE SMRODKI, PUŚĆ PIERWSZEGO, A POTEM 2 NIECH SZUKA 1,
SZCZOTKA PASTA KUBEK ZIMNA WODA, ASIA LEPSZA OD AJAXU PERSILA POLENY 2000.
NO NIE MOGŁEM SIE OPRZEĆ PRZYTOCZYĆ KAWAŁKA REKLAMY OJCIEC PRAĆ, A TASAK NA CZERWONE MUCHOMORKI OHHHHHHHHHHH ZNOWU SIE PRZEJENZYCZYŁEM CZARNE ŁEPKI ZBIERANE W ZIME NA POSESJI KSIĘDZA RYDZYKA OHHHHHHHHHHH CDN...
a teraz SIOSTRA SAMO DOBRO - Asia wszystko umyje nawet huja i szyje buhehhehehhehe. CDN...



Teraz to już jest poniedziałek, a wyżej jest opisany nasze rycie Tasaka na sobotniej fazie:) Pozdrawiam fanów:P
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

KREW Z NOSA I TONĄCA SZARA MYSZKA...

sobota, 16.lipica.2005, 18:00
Wstaje z łóżka, ide zrobić mojemu facetowi śniadanie, biorę dla siebię trzy morelki, nalewam piwo do pokala i siadam do komputera...Piwo kiedyś miało lepszy smak, Było dobre do chwili zjedzenia pierwszej piguły, od tamtej pory picie alkoholu już nie ma sensu, za drogie, źle się po nim wygląda, można się porzygać no i ten kac...Wole pixy. Kolejny łyk piwa... Cofam się w czasie, oglądam obrazu ukazujące się w mojej pamięci, wypatruję ranek na moim cile - im jest ich więcej tym dłużej speedowałam, staram się przypomnieć każde najmniejsz i najbardziej nieistotne szczególy z poprzednich dni...
Kolejne 3 dni bez snu i jedzenia... Jedna noc u mnie w domu z Okiem, druga w Kamionkach nad jeziorem... Nad jezioro planaowałam jechać tylko na jeden dzień, moje plany zawsze szybko ulegają zmianie...Zostaliśmy zaproszeni pod domek na noc. Po całym dniu opalania, stojąc w łazience zaczynam się krztusić, dziwne ja żadko mam kaszel...Patrze w lustrze na swoje rozszerzone źrenice,a krew zaczyna tryskać mi z nosa, nie mogę jej zatamować, w kiblu ląduje kolejny zakrwawiony kawałek papieru. Uśmiecham się do mojego chłopaka, mowię - popatrz ile krwi - i ze śmiechem wychodzę z łazienki... Wieczorem przy piwie (dla mnie soczek) mym oczom ukazuje się ciekawa scena...Biegający kolesie, czarne bmw a za nim ok. 20 ludzi z zielonymi krzeslami z baru - poprostu niezłe dymy, miło jak dzieje się coś ciekawego:))) Po powrocie do domku Bady wywalił wszystkich z góry, w końcu musimy mieć własny pokój;) Wyciągam pixy z portfela, popijamy mlekiem. Faza przychodzi znienacka, fala gorąca przechodzi przez ciało, conajmniej 40 stopni gorączki...Pokój wiruje, dach mało nie odleci w przestworza, ważę tonę, zostaje przygnieciona do ziemi, nie mogę się ruszać... Dotykam swojego uda, mam wrażenie, że ani moja noga, ani ręka, którą ją dotykam nie należy do mnie... To jest mega faza... A sex na pixopirynie jest niedoopisania... Powoli dochodzę do siebie, mogę się już ruszać, schodzę na dół. Siadam na kibel, słysze jak coś skrobie, jak woda dostaje się do małego noska... Odwracam głowe, w małej wanience topi się szara myszka, traci siły, krztusi się wodą... W głowie pustka, a moja dłoń w wodzie, biorę myszkę w rękę... Jest taka małutka, miękka i ciepła. Odkładam ją na podłogę, prawie się nie rusza, cieżko oddycha, ale dochodzi do siebie... Uratowałam myszkę, jestem z siebie dumna:))) Wracam na górę z mega fazą w głowie i dumą w sercu... Mimo, że ćpam to jestem dobrym człowiekiem:)
Wielkie DZIA dla Tasaka za pyszną kiełbaskę z grila:):*
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
O mój boże Wielki Narkusie, ehhzz muszę wstać, żeby coś napisać, ale najpierw pujdę po wafla, muszę coś pomymłać, bo mam zdrętwiałe zęby po 3 dniach niejedzenia, dobra idę do kuchni...Trzeba napisać pare esów, żeby odwołać wszystkie ustawione spotkania - dziś dalej niż do kibelka się z łużka nie ruszam. Patrze w lustro: rozczochrane włosy, czrwone oczy, ranki i biel, jestem biala jak mąka, patrze dalej: pozdzierany lakier z paznokci i trochę krwi na jednym z nich, znów te małe ranki na całym ciele i biel, biel, biel. Myślicie, że wyglądam strasznie??? Hehe nie! Dziś to wyglądam pierwsza klasa, ale wczoraj byłam przerażona jak patrzyłam w lustro. Nie tylko widziałam sine kolana i ręce jak to zwykle na speedzie, ale cała byłam sina, sina jak trup, nawet usta miałam sine jakbym spedziła kilka godzin w lodowatej wodzie, no i te ogromne sińce pod czerwonymi zapadlymi oczami... Czy ja umieralam? Nie!!! Ja się poprostu świetnie bawiłam. Tak jak zaplanowałam zaraz po zabiegu zrobiłam z chłopakami 3 dniowy melanż, 3 dni bez spania i jedzienia, tylko ja, chłopacy i white power__________. Teraz jestem tak wymęczona, że próba przypomnienia sobie co robiliśmy jest dla mnie ogromnym wysiłkiem, więc napiszę tylko, że jak zwykle było zajebiście:DDD Czy opłacało się tak męczyć dla kilku fajnych fazz? Tak!!! Odpocznę w grobie, a teraz będę kożystać z życia całymi garściami, bo nigdy nie wiedomo czy dożyje się jutra. Każdy mój dzień traktuję jakby był tym ostatnim...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

BO JA LUBIE DRAGI JAK "KOŃ OWIES"

piątek, 17.czerwca.2005, 13:47
Na wstępie przepraszam fanów mojej chorej twórczości za brak mych nieprzeciętnych notek, jednak dopadła mnie pewna przypadłość zwana "speed wyżarł mi zęby" i ciagle mnie bolą, a dopiero 23 czerwca będę miała operację wyrwania zębów. A piszę operację ponieważ będę pod narkozą i to nie taką zwykłą typu "głupi Jaś" tylko taką prawdziwą jak do normalnych opercaji i będę pod respiratorem hehheheheh. To będzie FAZA MOJEGO ŻYCIA :DDD Trzymajcie kciuki żebym nie kopnęła w kalendarz hehehhe:PPP Ale to nie możliwe, mnie to nic nie zabije nawet arszenik hehehhehehe:DDD Nie ćpam już chyba 2 tygonie bo nie chcę obciążać organizmu przed wyrywankiem, ale po wszystkim to hohohoho będę łazić natrykana przez calusieńki tydzień non stop aż się pożygam ze szczęścia mmmmmmmm:))) A jak pujdę na impreze to zjem chyba z 10 piksów aż mnie karetka odbierze mmmmmmmm:))) Bo ja lubie dragi jak "koń owies" hihihi :)))
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

BETONOWA DŻUNGLA I DZEŃ DZIECKA

czwartek, 2.czerwca.2005, 11:31
Wczoraj był Dzień Dziecka - mój dzień:))) dzień 21-letniego dzieciucha hehehe:DDD Dostałam aparat cyfrowy i kase, ha! jak te jedynaki mają dobrze hahahahaha - córeczko, syneczku nie kupię ci aparatu na dzień dziecka bo masz już 18 lat, a pozatym musiałbym kupić aparat też Zdzisiowi, Jasiowi, Marysi i Jadzi, a mamusi by na kaszanke zabrakło, idz lepiej przeżuć gnojówkę w oborniku i wydój krowy - buheheheheh hahahaha oto właśnie ukazała mi się wizja wielodzietnej rodziny hahaha - PAMIĘTAJCIE O ZABEZBIECZENIACH!!! -
Ale to nie o tym miało być Drogie Dzieci jedynaki i wieloraki :PPP. Chaicłam Wam opowiedzieć jak to pięknie mamy u nas w Toruniu i jak fajnie, a jakie są melanże pierwsza klasa ha!
Wczoraj z Badym (teraz śpi tak słodko, że aż się chce jakiegoś psikusa mu zrobić, pomyślę nad tym jeszcze heheheh:>:>:>) wpadł Tasak (WóJcIo TrZaSkOłaP DoPrY StUff) no i postanowiliśmy wpaść na R3 do ziomków po WHITE POWER_______ przypudrować nosek, bo takie niebo zachmurzone.... No, ale jak zajechaliśmy to się okazało, że nasz sklepikarz z najlepszego w regionie sklepu OKOszopu ma puste lady, więc jako SiOsStRa SaMo DoBrOo dałam chłopakom Mieszka (10zł) na zioło, a niech chłopaki mają coś ode mnie na Dzień Dziecka:))). No i w składze Ja, Bady Tasak, Kefir, Grzesiu i Lewy po dokonaniu czynności konwencjonalnych (puszczenie z dymem tego zielska) udaliśmy się do lasu nad urwisko gdzie bedą budować obwodnicę... Smiechu było co nie miara, Tasak ponieważ pierwszy raz melanżował w takim składze porył się do reszty i już nie mogł i chciał uciekać bo to było dla niego za wiele hehehe, nasza głupota go przerastała:PPP. A jak ślicznie jest nocą nad urwiskiem w lasku mniami:)))) - śliczne to nasze miasto i lasy w betoniowej dżungli...
Hasło przewodnie - ZACHŁANNY OPALA DWA RAZY :DDD by Kefir
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

made by Integral
for Mea
Art by Mersi